czwartek, 25 kwietnia 2013

Studenckie imprezowe życie.


Życie studenta w amerykańskich filmach. Codziennie impreza, a jak nie codziennie to raz w tygodniu gdzie alkohol leje się litrami, kobiety nago tańczą a przypadkowy seks jest czymś totalnie normalnym. Filmy typu „Projekt X” czy żarty o studentach, ewentualnie relacje z textsfromlastnight czy innych tego typu stronkach, gdzie ludzie wrzucają swoje pijackie teksty pokazują nam że bycie studentem to jedna wielka impreza. Czy tak jednak jest?

Wiem że wielu moich znajomych tak ma, że ciskają na imprezki co kilka dni a na pewno co piątek są na grubej imprezie.

Ktoś się teraz zapyta: A co z Tobą?

Ja... No ja siedzę i piszę, rozmawiam sobie z ludźmi i raz na miesiąc czy raz na dwa tygodnie sobie wyjdę na miasto i uchleję się w kulturalnym towarzystwie na domóweczce czy w innych, kameralnych warunkach.

Ja nie wiem, chujowy ze mnie party animal. Gdy słyszę słowo „klub” i „tańczenie” w jednym zdaniu to mnie wzdryga i kombinuję jak od tego uciec. Nie wiem czy to mój strach przed zbłaźnieniem się przed płcią piękną (ale na ogniskach wymachiwałem płonącą lagą, także to chyba nie to)? A może chodzi o to że tańczę beznadziejnie? Ciężko mi to oceniać a i kobiet jest mało co mi to powiedzą. Nie mam też specjalnej ochoty się przekonywać czy to prawda czy też nie. Ale nie chodzi mi w tym wywodzie o tańczenie.

Chodzi mi o to, że GDZIE ONI WYNAJDUJĄ KASĘ NA TO. Serio, ja tutaj ciułam grosz do grosza, trzymam blisko siebie pieniądze by kupić sobie fajny ciuch, rzecz, zegarek czy coś a oni mają dobre ciuchy i imprezują. Albo mają dobrych sponsorów, albo pracują. Ewentualnie dzieci bogatych rodziców, tak też może być.

Ale też nie chcę cisnąc specjalnie po tych ludziach, bo to często spoko człowieczki. Strasznie zmelanżowane mózgi ale dają radę! Czasem gdzieś się uda wkręcić na zabawę czy coś i się okazuje że jest naprawdę spoko. Szkoda tylko że mogę sobie pozwolić na coś takiego raz na miesiąc bo potem mój portfel świeci pustkami. Jak to ktoś powiedział, przeżywa on kryzys finansowo-seksualny – zaglądam do portfela a tam chuj.

Wracając do mojego stylu imprezowania... Ja lubię ogarnąć sobie parę osób i posiedzieć nad Wisłą. Strzelić po drodze do niej parę shotów w Ulubionej i dokończyć zabawę razem z setką innych osób nad naszą piękną polską rzeką w jakże pięknej części Warszawy. Bo ja gaduła z natury jestem. Wolę posiedzieć, pogadać, porozkminiać niż brykać w towarzystwie kilkudziesięciu spoconych osób i pić shota w cenie 0.5, no ja pierdolę.

Co jednak z imprezami studenckimi? Zależy. Jeżeli to plenerówka, to jak najbardziej imprezy które słyszymy od amerykańców to jest i u nas w Polsce. Może oprócz seksu, chyba że ja o czymś nie wiem. Na taką jeszcze nie trafiłem. Imprezy w klubach takie fajne nie są. Ale to są imprezy w klubach.

P.S. Chciałbym kiedyś wziąc udział w Rave Party, a wy? 


tl;dr Polskie imprezy plenerowe są jak amerykańskie, tylko bez seksu. Chyba że o czymś nie wiem.



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Mężczyźni kucharzą.

Zanim przejdziemy do tematu, podziękowania dla tworzącej bloga Trampki są zbyt mainstreamowe Karoliny vel Hey. Która, wbrew temu co jej powiedziałem, zadecydowała się zareklamować mnie na swoim blogu. Nie pozostaje mi nic innego tylko podziękować i nie wspominać Ci więcej o moich pomysłach! *śmiech*

No dobra, to wracamy do tematu...

Że co robią? Kucharzą? Dokładnie tak. My, dumni przedstawiciele rodzaju męskiego coraz częściej łapiemy za garnki, rondelki i patelnie, przywdziewamy słodkie fartuszki z nagimi facetami i łapiemy się za łychy i szpachelki gdyż nasze kochane kobiety coraz to rzadziej gotują. Nie żebym specjalnie na to narzekał, nie żebym specjalnie nad tym ubolewał, nie żeby mnie to bolało że stoję za garnkami.
Ja to nawet bardzo lubię i od jakiegoś czasu zacząłem się tym bawić.

Nadchodzi taki moment w życiu każdej przyszłej boskiej babci że nagle już umie zrobić każdy przepis, wszystko co można sobie wymarzyć i to na dodatek z dwóch składników których Ty byś nawet nie podejrzewał że można z nich zrobić dwudaniowy obiad z deserem i jeszcze Ci do słoików nawpycha czy folia owinie. I w takim momencie taka babcia zaczyna się bawić przepisami. Na starość jej to przejdzie, ale na razie zaczyna się bawić.

Tylko czemu, do cholery, ja się czuję taką babcią? Pomijając fakt robienia mega dania z dwóch składników. Aż taki dobry to nie jestem.

Ja rozumiem, fajne to jest jak faceci gotują. Kurna, od dnia gdy zostałem, nie z wyboru, singlem to uznałem że trzeba ruszyć dupę i naumieć się gotować, bo to kobiety jara. (Mam nadzieję że się nie pomyliłem...) Wyszło? I TO JAK WYSZŁO! Ale tu nie chodzi o robienie mi autoreklamy. Chodzi o to, że coraz mniej kobiet potrafi gotować.

Serio.

Gotować. Nie robić ciasta. Ciasta to dla mnie czarna magia i nie wychodzę poza babeczki Dr. Oetkera. Za to szacun dla kobiet które to potrafią robić. 

To jest mega smutne, jak dla mnie. Moje wnuki (wybiegam mocno) nie będą tulić się do babci żeby im narobiła placuszków z jabłuszkiem tylko będą leciały do... DZIADKA. Na bogów, nie wyobrażam sobie tego, że bym jako dzieciak leciał z czymś innym niż popsuta zabawka do dziadka! Serio, może inni mieli inaczej ale ja miałem tak. Dla mnie dziadek ma być tym miłym facetem jak ojciec, tylko milszym. A babcia ma być rozpieszczającą babcią.

Dobra, ciasta was trochę ratują. Dobra babcia potrafi robić ciasta. Nie byłbym aż tak dobrą babcią.

Drogie Panie. Nie chcę być szowinistyczną, seksistowską męską świnią, od tego jest USMŚ. Ja po prostu chcę wam powiedzieć że my, mężczyźni gotujący też lubimy jak nasza kobieta gotuje coś więcej niż wodę na herbatę! Niech chociażby zna podstawy gotowania i będzie w stanie nam pomagać. Zainteresujcie się tym, bo inaczej dojdziemy do momentu gdzie kobieta gotująca to będzie cud!

Dobra, trochę narzekam na to. Po prostu miło by było gdyby Panie nas wspierały w tym, gotowały z nami, wpadały na pomysły co można ugotować!

Nawet szurnięte pomysły.

Te szurnięte często są całkiem dobre.

(polecam sznycle z indyka wypełnione brie i na to zimny, własnymi łapkami robiony mus jabłkowy)


tl;dr: Kobiety, gotujcie! My chcemy gotować razem z wami a nie być konkurencją czy przejmować teren!


wtorek, 2 kwietnia 2013

Słowo pisane czyli coś o natchnieniu.


Natchnienie. Rzecz pożądana, kochana i czasami także znienawidzona przez osoby o mniejszych bądź większych umiejętnościach pisarskich. Wiadomo czemu kochana i pożądana ale czemu znienawidzona? Cóż, ja to widzę tak, że gdy napisze coś pod pełnym flow, natchnienie będzie się wręcz ze mnie wylewać litrami to potem wszystko co napiszę gdy ono mi się skończy wydaje mi się... beznadziejne. Takie bleh. Miętkie i mętne. Nudne, prostolinijne i inne nędzne zwroty. Co robić więc gdy natchnienie nas unika, albo sami się go pozbyliśmy? Co robić gdy czujemy potrzebę napisania, mamy wizję a siadamy i oglądamy koty na YouTube czy ripostuj, kwejka czy inne pierdoły. Nie zaprzeczać, wiem że tak jest. Sam tak często mam.
Jak jednak z tym walczyć? Jak przemóc się i napisać a potem nie wywalić tego?
Odpowiedź jej prosta i idiotyczna.

Pisać.

Tak, trzeba po prostu pisać. Dużo pisać. Wiele projektów na raz pisać. Opowiadań, opisów i innych pierdół. Warto się zainteresować grami fabularnymi. Nie mówię tu tylko o sesjach RPGów bo tutaj ciężko znaleźć ekipę i tutaj trwamy nadal w stereotypie ekipy prawiczków z długimi, przetłuszczonymi włosami i pryszczami na twarzy. Wystarczą chociażby internetowe gry fabularne. Kroniki Fallathanu czy Legenda Zielonego Smoka. Nie jest to może cholernie ambitne ale może być dobrym motywem do ciągłego pisania. Długo? Krótko? Nieważne, ważne żeby pisać.

Dobrą pomocą dla pisarzy może być tez muzyka, warunki, klimat, temperatura i stan umysłu. Pisanie na lekkim rauszu jest trudne i często wychodzą głupoty. Papierosy otumaniają zbytnio a trawka wyłącza logikę ale wspiera kreatywność. O reszcie nic nie wiem.

Muzyka, o której już wspomniałem, jest cholernie istotna. Motyw walki? No to jakaś mocniejsza. Spokój? Polecam muzykę z gier fabularnych, z Wiedźmina jest cudowna no i to nasz rodzimy twór.
Temperatura w sumie tyczy się tego samego, chociaż ja głównie preferuję chłód, jako że wtedy palce trochę przemarzają, wolniej się pisze a i trzeźwiej myśli.

Nie chcesz się bawić w gry na necie? No to musisz sobie jakoś inaczej poradzić. Oglądaj sobie obrazki przedmiotów w necie, najlepiej domków czy statków i opisuj je. Zaczynając od wyglądu zewnętrznego co jest banalne aż po zagłębianie się. Ostatnio wypróbowałem i jest serio pomocne. Tak trochę wymusza flow. Jest ono oczywiście słabsze niż te naturalne ale zawsze coś, nie?

Prowadź wiele projektów na raz! Nie wiesz co napisać dalej? Przeskakuj do kolejnego! Zmuszaj się, walcz z lenistwem TWÓRZ DO CHOLERY JASNEJ. Zaprzeczmy stereotypowi że przeciętny polak czyta pół książki na rok. Pokażmy że może i przeciętny polak czyta pół ale tworzy całą na rok! Dobra, wiem że to nierealne taka kombinacja ale kurna, do roboty! Mamy piękny język, bogate słownictwo RÓŻNORODNE bo możemy korzystać zarówno z dóbr archaizmów jak i współczesnych zwrotów czy nawet zwrotów z innych języków i nadal będzie to czytelne i do zrozumienia!

Korzystajcie z naszego języka, chwalcie go. Możecie czasami kaleczyć, mylić się, to zrozumiałe ale nie obawiajcie się go używać. Korzystać z cudnych, kwiecistych słów i zwrotów!

I idźcie z prądem, moi drodzy pisarze i pisarczycy!


tl;dr Najważniejsze to pisać i to pisać jak najwięcej!