Strasznie długa nieobecność. Strasznie długo wam nie
bazgroliłem i przepraszam za to was.
Wszystko spowodowane jest faktem, że w przeciągu
najbliższych kilku dni mam do opanowania przeraźliwie ogromny materiał i włosy
z głowy sobie wyrywam żeby teraz wyrobić się w terminach.
Nie, całe szczęście to nie praca. To SESJA.
Cóż to sesja, ktoś zapyta? Wystarczy rozwinąć skrót. „System
Eliminacji Studentów Jest Aktywny”. Już rozumiecie?
Totalna masakra. Nie dość że uczysz się przez ćwierć
semestru, bo zwykle tyle mniej-więcej trwają wszelkie seminaria i ćwiczenia,
nie dość że jeszcze na koniec masz ich zaliczenie to i tak jest ogromna szansa
że spotka Ciebie sesja na koniec. Chyba po to żeby jeszcze Ciebie dobić (czyt.
„Sprawdzić jak dobrze przyswajasz wiedzę”).
Część osób zapewne nie zna bólu sesji. Cóż, powiem to tak.
Wyobraźcie sobie że macie egzamin co pół roku gdzie materiał jest z całego tego
pół roku + książki po ok. 500-1000stron każda. Boli? Trochę. A to tylko jeden
przedmiot. Ja w tym semestrze miałem 5, każdy dzielił się na od 2-4
podprzedmiotów (dziwnie to brzmi).
Są jednak plusy tego. Wszystkie matołki które nie chcą się
uczyć dosyć szybko wypadają. To w końcu uczelnia a nie szkoła. Tutaj się
uczysz, tutaj Ciebie uczą. Nie szkolą. Nie jesteś psem, który ma się uczyć.
Tutaj się uczysz z dobrej woli. Nikt od Ciebie nie będzie wymagał. I tak będzie
Ci cholernie głupio że nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie. Będzie Ci
głupiej, jak wrócisz z powrotem na swoje miejsce i znajomi będą chichotać.
Czemu? Bo na studiach nauka już ma jakąś wartość. To nie gimnazjum czy
podstawówka, gdzie jest totalna olewka na wszystko, a ludzi z dobrymi ocenami
się piętnuje. To nie liceum, gdzie jeszcze jest lekki brak szacunku dla ludzi
którzy się uczą. Tutaj już większość chce coś wiedzieć, chce błysnąć dobrymi
ocenami w ten czy inny sposób (poprzez pomaganie znajomków przy pracach
domowych czy też uczenie się).
Na studiach pojawia się już powoli świadomość, że jeszcze
chwila i idzie się na poważnie do pracy. Skończy się balowanie i wydurnianie i
wejdzie się w dorosłość.
Oczywiście, można się przed nią bronić, ale starzenie się
jest nieuniknione.
tl;dr Sesja
jest straszna, ale straszniejsza jest odpowiedzialność.

Gorące pozdrowienia od małolaty dopiero zaczynającej liceum! :P
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, chyba osobie ściągnę od Ciebie to "tl;dr", jeśli pozwolisz, bo wpisy też mi się długie wydają, a i komentarzy jakoś mniej, bo pospólstwu nie chce się czytać.
A tak w ogóle, to jakoś dawno nie gadaliśmy, don't ya think?
Ty się nie spiesz. Jeszcze nie zaczęłaś :P
UsuńNIE POZWALAM! :D
Prawa autorskie, sąd cywilny i inne takie.
A tak serio - a proszę bardzo. Na coś się przydam.
Ya I think dat gurl. Fo'shizzle!